browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Czarownica po kaszubsku

Posted by on 29 grudnia 2015

Wbrew tytułowi, nie przedstawię tu żadnego przepisu kulinarnego, postaram się jednak oddać w miarę wierny opis przebiegu wypadków, jakie miały miejsce w czasie egzekucji ostatniej czarownicy. W zasadzie ta historia podobała mi się od samego początku, jednakże im bardziej mi się podobała, tym większe miałem skrupuły by o niej pisać. Dlaczego? – spytacie. Otóż dlatego, że trudno mi opowiadać w momencie, gdy jest wielce prawdopodobne, że któryś z członków mojej rodziny brał udział, w czymś, co dziś pozostaje nam nazwać nie inaczej niż wyrachowane morderstwo.

Trudno, słowo się rzekło i tak jak obiecałem, opowiadam. Zacznijmy może od tego, o co chodzi z tą ostatnią czarownicą. Jeśli będziemy odpowiednio wnikliwi, takich „ostatnich” czarownic odnajdziemy kilka. Najczęściej za ostatnią czarownicę uważana jest Barbara Zdunk, która została spalona na stosie w Reszlu 21 sierpnia 1811 roku. Wiele z tego jest prawdą, kobieta nazywała się Barbara Zdunk, miejscowość, w której wykonano karę to Reszel, zgadza się data oraz sposób wykonania egzekucji. Jak na razie dobrze, prawda? Tyle, że skazano ją za podpalenie domu, w wyniku którego zginęło kilka osób, a w całym procesie nawet słowem nie wspomniano o czarach. Tak przynajmniej twierdzi profesor Jacek Wijaczka.

barbara zdunk1. Barbara Zdunk palona na stosie.

Kto zatem był ostatnią czarownicą? Otóż wedle tego samego profesora, ostatnią czarownicą skazaną zgodnie z ówczesnym prawem była Anna Goldin, której ścięcie przeprowadzono w Glarus w Szwajcarii w 1782 roku. Co ciekawe, kilka lat temu oficjalnie oczyszczono ją z zarzutów…

anna goeldin2. Ścięcie Anny Goldin.

Powyżej specjalnie wspomniałem, że Anna była ostatnią skazaną zgodnie z ówczesnym prawem, bowiem 54 lata później, w okrutny sposób rozprawiono się z jeszcze jedną kobietą. Tym razem bez, sądu i bez procesu. Kobietą tą była Krystyna Ceynowa, samosąd nad którą odbył się 4 sierpnia 1836 roku w Chałupach.

Gwoli ścisłości nazwa Chałupy zaczęła obowiązywać dopiero w 1920 roku, wcześniej wieś ta zwała się między innymi Budziszewo – od nazwiska Budzisz, a w czasach, o które nam chodzi – Ceynowo. Tutaj właśnie na scenie pojawiają się członkowie mojej rodziny. W okolicach roku 1820 we wsi Ceynowo rodzi się Wiktoria Budzisz, przyszła pierwsza żona mojego 3xpradziadka Andrzeja Kunckela. Świadomie zapisuję to nazwisko w takiej formie, bo wtedy istniał jeszcze jasny podział na typowo polskich Kąkoli/Konkoli i pochodzących z Niemiec, byłych ewangelików o nazwisku Kunckel. Dziś wszystko to się strasznie pomieszało, a nazwiska Kąkol/Konkol/Konkel/Kunkel i inne formy stosuje się niemal zamiennie…

Wróćmy jednak do historii. Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy stwierdzić, że przy wydarzeniach, które zaraz opiszę brali udział zarówno rodzice Wiktorii, jak i ona wraz z rodzeństwem. Jaką odegrali tam rolę? Nie sposób mi powiedzieć, w opisach nie spotkałem się z nazwiskiem Michał Budzisz, a tak nazywał się ojciec Wiktorii, natomiast jej rodzeństwa zwyczajnie nie znam z imienia. Co zaś tyczy się mojego przodka Andrzeja, to wiem, że ślub z Wiktorią brał w 1847 roku, czyli 11 lat po „rozprawie” z czarownicą, jednakże jego starsze rodzeństwo przeniosło się z Jastarni Gdańskiej(Boru) do Chałup już w latach 30-tych i bywał on tam częstym gościem.

ceynowo 18183. Mapa wsi Ceynowo - 1818 rok.

Cała sprawa z podejrzeniami o czarostwo miała miejsce już wcześniej, gdyż jak możemy przeczytać u Żeromskiego: „W Chałupach od dawna panowało domniemanie, wielokroć w zupełną przechodzące pewność, iż wdowa Krystyna Ceynowa, matka dwu dorosłych córek, Anny i Marianny, oraz trojga dzieci nieletnich, zajmująca się wiązaniem sieci rybackich, jest czarownicą złośliwą. Niewiasta owa, skoro tylko popadała z kimkolwiek w zwadę, kłótnię, zajście sąsiedzkie – złorzeczyła, ciskała przekleństwa, wyzywała złe i życzyła złego, co się też wielokrotnie spełniło, gdyż ludzie przez nią przeklęci wnet chorowali.” Dodatkowymi argumentami za tym, iż Krystyna jest wiedźmą, miał być fakt, że nie widywano jej w kościele, a na jej dachu siadały wrony. Sami przyznacie, że ciężko przeciwstawić się takiej argumentacji…

Zatem, gdy pewnego dnia, sprowadzony kilka dni wcześniej do wioski, szemrany znachor Stanisław Kamiński zawyrokował, że mimo usilnych starań, nie jest w stanie pomóc choremu Janowi Kąkolowi, ponieważ ten jest „oczarowany i nawiedzony od diabła”, wniosek mógł być tylko jeden. Winna musiała być czarownica – Krystyna Ceynowa.

Kamiński miał też gotową metodę na poprawę losu chorego. Wystarczyło kobietę złapać i siłą przymusić do zdjęcia uroku. Tak też uczyniono. Dwóch rosłych rybaków wyprowadziło ją z chałupy, a znachor zmiękczał siłę woli szatana okładając kobietę pięściami i kamieniami przez całą drogę, aż do domu chorego. Po wepchnięciu jej do izby nic się nie wydarzyło i dopiero obalenie jej na podłogę, kopanie i bicie kijem, także przez chorego Kąkola, sprawiło, że diabeł ustąpił i kobieta rzekła, że urok odczyni.

Natychmiast także okazano jej łaskę, pozwolono wstać i przestano bić, by nie narazić kobiety na niepotrzebne męki i niewygody. Dodatkowo, w celu jej ochrony, nie pozwolono jej opuścić do rana domu chorego, a przed chałupą sołtys zostawił na straży dwóch rosłych Budziszów. By zyskać całkowitą pewność, że tej nocy nie stanie się jej nic złego, Kamiński postanowił poświęcić się i spędzić ją całą z Krystyną w jednym łóżku.

Sytuacja ponownie uległa zmianie nazajutrz, kiedy to okazało się, że czarownica mimo pozornej chęci współpracy, nie uzdrowiła chorego. Tłum gotowy był dopuścić się samosądu, lecz światły znachor zawyrokował, że nie jest to możliwe bez uprzedniego upewnienia się, czy Krystyna jest prawdziwą czarownicą. Oświadczył, że zostanie ona poddana próbie wody, aby miała możliwość oczyszczenia się z wszelkich zarzutów.

proba wody4. Próba wody.

Skrępowano jej ręce i nogi i z tak przygotowaną wypłynięto na zatokę, po czym wyrzucono do wody, by jak najszybciej umożliwić jej wykazanie niewinności. Czekano długo, dłużej niż zapewne poczekaliby inni, lecz mimo wielkiej chęci pomocy kobiecie, ta nadal unosiła się na wodzie, miast tonąć, co zaświadczyłoby o jej niewinności. Dodać trzeba ponadto, że wiedźma do pasa podpiętą miała długą linę, by pobożny tłum w razie jej tonięcia, mógł czym prędzej pośpieszyć z pomocą niewinnej.

W końcu uznano, że zrobiono już dla niej wszystko, co było w ludzkiej mocy i po uznaniu jej za osobę utrzymującą stosunki z szatanem, zatłuczono wiosłami, a jej ciało pozostawiono na brzegu. Jakież musiało być zdziwienie wśród mieszkańców osady, gdy kilka dni później aresztowano zarówno prowodyra Kamińskiego jak i 10 rybaków, którzy wykazali się największą żarliwością w pomocy opętanej przez szatana kobiecie. Wszyscy otrzymali wysokie kary więzienia, a Stanisław Kamiński dożywocie – zmarł jednakże po 2 latach.

W tym momencie można powiedzieć, że historia się kończy. Oczywiście, można, ale… Następnego dnia po aresztowaniu, jedna z kur, która do tej pory zupełnie jak wszystkie inne, spokojnie chodziła po całej osadzie, teraz ni stąd ni zowąd zaczęła piać jak kogut. Był to jawny znak, że zły zamieszkujący wcześniej w kobiecie, przetrwał i przeniknął w kurę.

klobuk-zych.preview5. Kura opętana przez diabła.

Po schwytaniu kury, w obecności świadków przebadano ją i stwierdzono ponad wszelką wątpliwość, że to ta właśnie piała jak kogut. Zwierzęciu związano czarcie pazury i w uroczystej procesji wyprowadzono ten szatański pomiot za osadę, gdzie powieszono ptaka głową w dół na uschniętej gałęzi. Znów, jak i przy czarownicy, czekano długo, ale ich trud opłacił się, bo otóż, gdy tylko kura wyzionęła ducha na ziemię pod drzewem z kurzego dzioba wypadł diabeł, po czym czmychnął (co wszyscy zebrani zgodnie potwierdzili).

A cóż to wszystko ma wspólnego z moją rodziną spytacie? Otóż spójrzcie sami. Nie znam wszystkich faktów, ale co wiem, to wam przedstawię. Śmierć zaczyna zbierać swoje żniwo. W pełni sił i zaprawiony w bojach znachor (od 1825 roku przesiadywał w więzieniach kilkakrotnie) umiera raptem po dwóch latach odsiadki w 1838 roku. Później klątwa nałożona przez złą czarownicę wydaje się na chwilę przycichnąć, choć może to ja nie mam odpowiedniej ilości danych.

Wybucha ponownie po 10 latach w 1848 roku, kiedy to odchodzi z tego świata Marcin Kąkol, jeden z uwięzionych. W roku 1850 umiera jeden z dwójki strażników, którzy pilnowali wejścia przed domem z zamkniętą czarownicą – Józef Budzisz, w chwili śmierci ma 33 lata. 1852 rok to śmierć Wiktorii (lat 31, pierwszej żony Andrzeja, z domu jak pamiętacie, Budzisz), a także jej córki Anny Julianny w wieku 6 miesięcy. W tym samym roku umiera także 40 letni syn Marcina Kąkola, Piotr, który zaraz po uwięzieniu ojca ciężko pobił córkę Krystyny Ceynowy – Annę. 1854 – to rok śmierci Filipa, a 1856 Tomasza Budziszów, jednych z przywódców samosądu. W 1860 roku umiera drugi ze strażników, także Józef Budzisz. W 1863 roku umiera druga żona Andrzeja, Marcjanna Dettlaff. Najtragiczniejszy zaś dla mojej rodziny jest rok 1876, w którym umiera zarówno Andrzej jak i obaj jego najstarsi synowie z poprzednich małżeństw Jan – lat 26 i Andrzej – lat 22. Cała trójka topi się jednego dnia. Jak dla mnie czysta klątwa okrutnej czarownicy…

Andrzej pozostawia po sobie najnowszą żonę Krystynę wraz z 9 dzieci, wśród których znajduje się Ksawery, którego mieliście już okazję poznać. Krystyna wkrótce wychodzi ponownie za mąż, za Jana Konkela, dzieci przynajmniej nie miały problemu z nazwiskiem, a ja właśnie sobie uświadomiłem, choć powinno to być oczywiste dla mnie od samego początku, że Ksawery spędził więcej czasu ze swoim przybranym ojcem, niż z prawdziwym. Dodatkowo, co wydaje mi się przypadkiem dość rzadkim, wśród tej 9 rodzeństwa były i takie, które nie będąc pełnoletnie, nie posiadały już ani swego biologicznego ojca, ani matki.

Poleć, Polub, Udostępnij!

14 Responses to Czarownica po kaszubsku

  1. baba Jack

    W Szczecinie mieliśmy Sydonię von Bork , też straszna historia :) Jacek Fedorowicz

  2. tonffillka

    Jak ja lubię tematykę czarów :D

  3. Dominik

    Jak zwykle przyjemnie się czytało :-) A tak na marginesie, jak miał na imię Kamiński: Stanisław czy Stefan? W mojej rodzinie też były czarownice, wróżki i różne z tego powodu historie…

    • Michał "Sabathiel" Konkel

      Z tego co mi wiadomo, to Stanisław, ale głowy nie dam, bo oryginalnych akt sprawy nie było mi dane przeglądać…

      • Dominik

        Zapytałem, bo w tekście występuje najpierw jako Stanisław, a później zrobił się z niego Stefan :-)

        • Michał "Sabathiel" Konkel

          Faktycznie, a tekst sprawdzałem kilka razy… Jednak powinienem jeszcze komuś pozwolić go wcześniej przeczytać. Bardzo dziękuję :)

  4. Bożena Ronowska

    Mam dla Pana dobrą wiadomość…
    W aktach SS, dotyczących procesu w Ceynowie, sporządzonych z polecenia Himmlera odczytać można nazwisko czterdziestoletniego kawalera Marcina Budzisza, który jako jedyny bronił domniemanej czarownicy Krystyny przed linczem. Akta wspomniane przeze mnie można odnaleźć w Archiwum Państwowym w Poznaniu.
    Pozdrawiam

    • Michał "Sabathiel" Konkel

      Dziękuję bardzo za informację. Muszę pokusić się o przejrzenie tych akt.
      Pozdrawiam

  5. Lena

    Witam, dobrze spisana historia. Szukam wszelkich danych na temat Ceynowiny, gdyż istnieje prawdopodobieństwo, że była moją 4xprababką. Moja 3xprababka Katarzyna zd. Ceynowa mogła być w 1836 roku jej 12-letnią córką („wdowa Krystyna Ceynowa, matka dwu dorosłych córek, Anny i Marianny, oraz trojga dzieci nieletnich”). Może posiadasz jakieś informacje, które pomogą mi to zweryfikować?

  6. Bogusław Wiktorowicz

    Pasjonująca historia choć mrożąca krew w żyłach. Wraz z Pańskim epilogiem i rzekomą klątwą to doskonały scenariusz na film :)

    Pozdrawiam

    • Michał "Sabathiel" Konkel

      Bardzo dziękuję. Może, może kiedyś, gdy już zabraknie innych pomysłów, ktoś i tą historią się zainteresuje ;)

  7. Bogusław Wiktorowicz

    Niełatwy był tez los syna Krystyny – Bernata o którym opowiada nowela Wandy Brzeskiej – „Syn Czarownicy”. Można ją przeczytać tutaj: http://kpbc.ukw.edu.pl/dlibra/plain-content?id=77127 zaczyna się od strony 23 ale to już chyba fikcja, choć kto wie :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *