browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Pierwsza choinka Ksawerego

Posted by on 21 grudnia 2015

Mojego prapradziadka Ksawerego zdążyliście już poznać. To jego ankietę rybacką udało mi się odnaleźć w archiwum PAN w Poznaniu.

1.Ksawery_Konkel

Dziś jednak chciałbym Was zabrać w podróż trochę dalej, a mianowicie do momentu kiedy Ksawery był jeszcze dzieckiem. Nadchodzący czas determinuje nam oczywiście moment, w którym spotykamy małego Ksawerego. Posłuchajcie:

Tego dnia pięcioletni już Ksawery od samego rana był bardzo podekscytowany. Od rana będzie miał co prawda trochę obowiązków, ale wieczorem… Ojciec obiecał mu, że po raz pierwszy będzie mógł ze starszymi chłopcami przebrać się za gwiazdory (założyć białe prześcieradło przepasane sznurem) i chodzić od checzy do checzy, napędzając dzieci do pacierza i rozdając przysmaki (w tym roku będą to jabłka, gruszki, a Antoś Budzisz ma przynieść także surową brukiew). Ksawery nigdy jeszcze nie jadł brukwi, ba nie miał pojęcia co to i jak wygląda. Będzie ciekawie…

Ale nim pozwolą mu na przyjemności, musi zrobić co do niego należy. Wszedł zatem do izby kuchennej, gdzie mama Katarzyna dzieliła właśnie zasolone węgorze. Tradycja nakazywała, że żona szypra (a ojciec Ksawerego, Andrzej, był szyprem już od kilku lat) w wigilijny poranek rozdziela złowione w okresie od września do listopada węgorze między poszczególnych członków maszoperii, by te mogły być spożyte na wigilijnym obiedzie. To właśnie pierwsze zadanie Ksawerego, wraz ze starszymi braćmi – Jankiem i Michałem mają zadbać, by węgorze na czas trafiły do wszystkich.

Prócz matki i Ksawerego w izbie krzątają się jeszcze Franciszka i Krystyna, obie są siostrami malca, choć pochodzą od różnych matek. Franciszka od Marcjanny, a Krystyna od Wiktorii. Ksawery wtedy jeszcze o tym nie wie, ale już nie raz zastanawiał się, dlaczego siostry wyglądają jakby były prawie w tym samym wieku co jego matka. Zajmują się wypiekiem ciasteczek, na które Ksawery już teraz ma wielką ochotę, woli jednak się nie narażać, bo spotkanie z wałkiem lub grubą szmatą nie byłoby dla niego zbyt przyjemne. Poczeka na odpowiednią okazję, albo wyśle młodszego brata, Anastazego. Tak, ten trzyletni szkrab jest traktowany inaczej, jeśli ktokolwiek ma szansę na wyproszenie kilku ciasteczek, to tylko on.

Czas płynął szybko na tych miłych rozważaniach i ani się obejrzał, a ryby były gotowe. Pora wołać braci… Przed chałupą Ksawery spotyka ojca ostrzącego siekierę. Widok jak widok, malec widywał ojca w tej sytuacji już nie raz, nigdy jednak w wigilię, tym bardziej, że Janek nie dalej jak wczoraj, rąbał drewno od obiadu do wieczora. Ksawery wybałuszył więc oczy, a ojciec tylko uśmiechnął się i powiedział, że będzie mu potrzebny, gdy już załatwi sprawę z rybami.

Jednakże ani Janek, ani Michał nie byli zainteresowani niańczeniem Ksawerego. Obiektem ich zainteresowania była Helenka Budziszowa, z czego Ksawery skrzętnie skorzystał i miast przyglądać się umizgom, odszukał Antosia, by wraz z nim odkrywać smak brukwi.

Cóż tu dużo mówić, może na tym świecie znajdują się i amatorzy takich rarytasów jak brukiew, Ksawery wiedział jedno, on do nich nie należał. Już od jakiegoś czasu był przekonany, że ze wszystkich przysmaków tego świata, on najbardziej lubi ryby. Ryby pod najprzeróżniejszymi postaciami i jak to właśnie udowodnił, nie zmieni tego nawet brukiew. Fuj, ohyda. Ale te ciasteczka… Oby Anastazy się sprawił.

Nie czekając na braci pognał do domu. Niestety jedyne co udało mu się dowiedzieć od Anastazego, to fakt, że ciasteczko było pyszne, a Ksawery musi obejść się smakiem.

Zrezygnowany odszukał ojca, gdzie oznajmiono mu, że czeka go kolejna wycieczka, tym razem do lasu po drzewo. Tego już było dla malca zbyt wiele. Czy tego dnia wszyscy powariowali? Bracia miast roznosić ryby, robią maślane oczy do jakiejś dziewuchy, Anastazy nie pozostawił mu nawet maleńkiego kęsa tak upragnionego ciastka, a teraz i ojciec. Drewna pod domem na całą zimę, a ten mnie do lasu po drzewo zabiera…

Tego co stało się w lesie Ksawery się nie spodziewał, w zasadzie nie był pewien, czy ktokolwiek byłby w stanie to przewidzieć. Nie zaszli nawet daleko, gdy ojciec zatrzymał się i dwoma silnymi machnięciami ściął eine Fichte i mówiąc, że to będzie ich „choinka”, zarzucił drzewko na plecy i skierował się w stronę domu. „Choinka”, a cóż to znowu za dziwo? Postanowił jednak zmilczeć, gdyż dzisiejszy dzień był i bez tego nader dziwny.

Do domu trafili prosto na obiad. Węgorze smakowały niesamowicie, a było co jeść, bo i połowy w tym roku były nader obfite.

Po zakończonym posiłku ojciec wniósł do domu „choinkę”, sprawiło to niemal tyle samo radości co zamieszania, a jak się rychło okazało, tylko Ksawery i mały Anastazy nie byli w całą sprawę wtajemniczeni. Teraz stali jak oniemiali i przyglądali się jak ich starsze rodzeństwo i rodzice przybierają drzewko przygotowanymi wcześniej ciasteczkami o różnych kształtach. Julek zaś dodał od siebie kilka figurek wystruganych z brukwi, co Ksawery z miejsca uznał za właściwe wykorzystanie tego wątpliwego przysmaku. Na zakończenie ojciec zawiesił jeszcze nad tak ustrojoną choinką kura morskiego, czyli rybę, którą Ksawery znał pod nazwą Seehahn.

Die Zoologie nach ihren neuesten Ansichten dargestellt. Zweyter Band

Była to odrażająca kreatura i gdyby tylko była trochę większa, mógłaby z powodzeniem uchodzić za jednego z potworów morskich. Rybacy jednakże wierzyli, że tak zawieszone zwierzę wskazuje kierunek wiatrów i to mimo zawieszenia w zamkniętym pomieszczeniu.

931571e0-ebed-11e3-8a26-4bf52de5d127

Wreszcie nastał czas wigilijnej wieczerzy. Dopiero teraz Ksawery zdał sobie sprawę, że zapomniał zupełnie o umówionym wcześniej obchodzie z Antosiem i innymi chłopcami z osady. Trudno, smak brukwi już znał, więc nie ma się czym przejmować, niech się bawią w gwiazdory, on pójdzie z nimi w przyszłym roku. Za to w domu ma choinkę, nie każdy mógł się pochwalić takim dziwem. A jak pachnie…

Przez całą wieczerzę, na którą składały się kluski z makiem, bułeczki, kapusta z suszonymi grzybami, pierogi i ryby i to ryby w znacznej ilości i rodzajach, Ksawery wiercił się i bardzo, ale to bardzo chciał, by się już skończyła. Nie miało to wcale nic wspólnego z podarkami, które otrzymywano po kolacji. Ksawery doskonale wiedział, że dostanie nożyk, taki sam jaki posiadał i ojciec i Julek. Ksaweremu bardzo się on podobał i niezmiernie się z niego cieszył. Głowę zaprzątało mu jednak coś innego. Mianowicie, jak to gdzieś usłyszał, w tę specjalną noc po domu chodzą krasnoludki. Każdy z nich ma dwie czapki na głowie – czerwoną i zieloną. Ksawery nigdy nie widział krasnoludka, a już zupełnie nigdy i nikogo, kto miałby na głowie dwie czapki. Jak to w ogóle jest możliwe? A gdyby tak udało mu się ściągnąć z krasnoludka czapeczkę, tę zieloną oczywiście, bo tylko w tym przypadku był on zobowiązany do obdarowania takiej osoby złotem.

Po wieczerzy i podarkach wszyscy udali się na spoczynek. Jedynym, który nie mógł zasnąć był Ksawery. Każdy najmniejszy dźwięk, czy skrzypnięcie kojarzyły mu się z krasnoludkami, niestety robiło się później i później, a krasnali jak nie było tak nie było. Wreszcie umęczony zasnął i mógłby przysiąc, że właśnie zaczynało mu się coś śnić, gdy został delikatnie, acz stanowczo wybudzony. Za chwilę miała wybić północ, czas wspólnych modłów. Odmówiono „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Mario” za każdym razem dodając „Błogosławiona ta godzina, błogosławiona ta noc, w której nam się Pan Jezus narodzić raczył”, po czym ponownie wszyscy udali się na spoczynek. Wszyscy prócz Julka, który niepostrzeżenie, choć jak się okazało, nie dla Ksawerego, wyszedł na podwórze. Malec wiedział, że jego starszy brat wymknął się z domu by na własne oczy przekonać się, czy w tej świętej godzinie, woda w studni faktycznie przemienia się w wino. Ksawery czekał, czas mijał nieubłaganie, oczy ciążyły mu coraz bardziej, ale krasnoludka nie widział. W końcu do domu powrócił nawet Julek, on też nie wydawał się być szczęśliwy, może nie udało mu się uszczknąć niczego ze studni, a może krasnoludki tam właśnie postanowiły się ukazać a Julkowi nie udało się żadnego złapać – pomyślał malec i zasnął…

Na koniec nie pozostaje mi już nic innego jak złożyć wszystkim na te nadchodzące Święta Bożego Narodzenia oraz Nowy Rok zdrowia, szczęścia, wszelkiej pomyślności, bliskości z rodziną i powodzenia we wszystkim, a w szczególności w badaniach genealogicznych. I oddaję głos Ksaweremu, który także ma dla nas życzenia:

 Ksawery Konkol9

4 Responses to Pierwsza choinka Ksawerego

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *