browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Pradziadek w Kaiserliche Marine

Posted by on 25 października 2015

Dwa dni po tym, jak Rudolf Diesel opatentował swój silnik wysokoprężny, zwany później od jego nazwiska silnikiem Diesla, w niewielkiej osadzie na przeciwległym końcu Cesarstwa Niemieckiego przychodzi na świat mały Johan. Na świecie, prócz rodziców, wita go także jego dwa lata starsza siostra Martha. W przyszłości dołączy do nich na pewien czas jeszcze piątka rodzewństwa, ale przeżyje tylko jedno – Clara. Johan dorastał więc w towarzystwie dwóch sióstr, z których, przynajmniej z jedną był mocno związany, ale o tym później. Następnego dnia, czyli 26.02.1893 r. Johan wyrusza w swą pierwszą podróż z Mechelinek na Oksywie do kościoła św. Michała Archanioła by przyjąć sakrament chrztu. Całkiem możliwe, że jest to zarazem pierwsza podróż morska młodego Johana, ponieważ taka droga była w tamtych czasach dość popularna.

oksywie_1910_520Ryc. 1 Od Orłowa po Mechelinki

Dzieciństwo Johana było krótkie, ale dość intensywne. Czas dzielił między zabawę, naukę w Grundschule w Mostach i pomoc ojcu przy połowie ryb. Johan miał to szczęście, że uczęszczał do szkoły, która znajdowała się już w nowym budynku, została ona oddana do użytku w 1891 r. Niestety miał też szczęście uczęszczać do szkoły, w której jedynym językiem był niemiecki. Johan otrzymał tam tabliczkę łupkową, rysik i gąbkę. Przyrządy te miały być mu pomocne w nauce języka niemieckiego, religii, rachunków oraz elementów geografii, historii i przyrody. Wszystko po niemiecku. Ordnung muss sein!

W miarę upływu lat Johan coraz więcej czasu spędzał na połowach, tak że po ukończeniu szkoły powszechnej w wieku lat 14, zaczął zawodowo parać się rybołówstwem morskim u boku ojca. Jego ojciec Xaver posiada dwie łodzie żaglowe, małą i dużą, mance szprotowe sztuk 5, mance śledziowe sztuk 8 oraz netów rozmaitych sztuk 30. Oznaka kutra to „MCH 2”. Na pracy z ojcem upływają Johanowi kolejne lata życia. 24 stycznia 1910 roku wychodzi za mąż jego starsza siostra Martha. Ceremonia zaślubin odbywa się w kościele pod wezwaniem św. Michała Archanioła na Oksywiu (ówczesne Oxhoft), potem następuje zabawa, podczas której, zgodnie z tradycją, podawane jest wiele dań rybnych. Na weselu obecny jest też oczywiście 17 letni Johan, być może to tutaj pierwszy raz widzi swoją przyszłą żonę Helenę, choć jestem pewien, że tego dnia nie zwrócił by na nią najmniejszej uwagi nawet gdyby na niego wpadła. Helena miała wtedy lat 10.

pomeranka Ryc. 2 Łódź typu Pomeranka

Monotonię codziennej pracy przerywa rok 1914. Johan jest już 21 letnim młodzieńcem. Jest wysoki, można powiedzieć, że nawet bardzo, mierzy około 2m. Mimo to, jak wskazują „legendy rodzinne”, poparte także relacjami innych osób, Johan dostaje powołanie do Kaiserliche Marine do zaokrętowanie się na… łodzi podwodnej. W tym samym 1914 roku ślub bierze jego druga siostra, Clara. Johanowi bardzo zależy na obecności na tym ślubie, Clara to jego ulubiona siostra, dlatego udaje mu się uzyskać urlop na ten czas. Clarze także zależy na obecności Johana, dlatego też 26 października Johan wraz ze swym ojcem Xaverym zostają świadkami zaślubin.

Nie dotarłem niestety do żadnych materiałów dotyczących służby Kaszubów w Kaiserliche Marine, kiedyś, gdzieś na jednym z forów poświęconych marynistyce wojennej przeczytałem, że ponoć dane z tego okresu zostały spalone podczas II Wojny Światowej i niemożliwością jest ich odtworzenie. To jednak, że w marynarce niemieckiej służył, potwierdza sam Johan w piśmie z dnia 19 kwietnia 1934 r. do Urzędu Morskiego w Gdyni: „Wojskowość odbyłem w czasie 1914-1918 włącznie w wojennej marynarce niemieckiej”.

Do domu wraca już jednak jako zupełnie inny człowiek. Johan zagubił się gdzieś podczas zawieruchy wojennej, a do domu wrócił Jan. Niestety nie wrócił sam, w ślad za nim podążało coś, co dziś nazwalibyśmy syndromem stresu pourazowego i co powoli, ale skutecznie rozwijało się w nim, aż do końca jego życia.

Na razie jednak Jan zdawał się nie zauważać żadnych złych symptomów i oddał się całkowicie temu, co umiał najlepiej – rybołówstwu. Kiedy dokładnie poznał Helenę? Nie wiadomo. Dość jednak powiedzieć, że 24 października 1919 Jan i Helena stają przed urzędnikiem stanu cywilnego i zawierają związek małżeński, a świadkami tego wydarzenia zostają wuj Jana Augustyn Parchem oraz ojciec Heleny Karol, a właściwie Józef Karol Schulz. Akt ten spisano jednak jeszcze po niemiecku.

slub jana i heleny str1Ryc. 3 Akt małżeństwa Jana i Heleny

4 listopada Jan i Helena wypowiadają sakramentalne „Tak” w Oksywskim kościele, a świadkami tej uroczystości, prócz licznie zgromadzonej rodziny z obu stron, są siostrzankowie Jana Józef Dorsz i Paweł Ficht.

Po ślubie Jan i Helena mieszkają najpierw na Oksywskich Piaskach, prawdopodobnie u rodziców Heleny. Jest to teren od obecnej ul. Św. Wojciecha w stronę Oksywia. Dziś w większości znajduje się on pod wodą, ponieważ miejsce, w którym Potok Chyloński wpada do Zatoki, zostało zagospodarowane jako port.

gdynia_1909Ryc. 4 Oksywskie Piaski

Już niespełna rok później, bo 13 października 1920 roku Helena rodzi małą Klarę. To niestety jedyna pewna wiadomość dotycząca tej dziewczynki. Z dużą dozą prawdopodobieństwa zmarła ona w niedalekiej przyszłości, ponieważ pamięć o niej niestety nie przetrwała, a mi udało wydobyć się tylko krótką notkę na temat jej narodzin i chrztu. Z drugiej jednak strony, urodzona w 1930 roku Joanna, która zmarła w wieku niemowlęcym, ma swój nagrobek na cmentarzu w Witominie, więc kto wie, może jeszcze uda się odszyfrować losy Klary.

Niewiele wiadomo na temat tego okresu życia Jana. Wiadomo że pływa na własny rachunek. W piśmie z 18 listopada 1938 roku Urząd Morski stwierdza między innymi że:

„… rybak Jan Konkol z Gdyni, urodzony 25 lutego 1893 jest właścicielem kutra „Gdy-9” i prowadzi go samodzielnie od 1920 roku.”

Wiedzie im się też raczej nie najgorzej, bo jakiś czas potem Jan zakupi, czy też wybuduje dom na przyszłej ul. Żeromskiego.

15 marca 1922 roku na świat przychodzi Ksawery, imię otrzymuje po dziadku, a rodzicami chrzestnymi zostają Ksawery właśnie oraz Rozalia Karznia. Prawie dokładnie rok później, bo 10 marca 1923 rodzi się kolejny syn – Jan. Rodzice chrzestni Jana to August Parchem – wuj jego ojca oraz babka/znachorka Rozalia Schulz.

Od jakiegoś czasu, dokładnie od 1919 roku, na terenie Gdyni działa słynny warsztat szkutniczy Franciszka Ledkego. Na początku budował on tylko łodzie, ale ostatnio zaczął także budować kutry. Kuter Jana i Pawła Fichta, był drugim jaki wyszedł spod ręki tego cenionego fachowca. Został on wykonany z lubelskiej dębiny, bo według Ledkego, ta była najlepsza. Był to 12 m długości kuter, o 4 m szerokości i zagłębieniu 1,7 m. Posiadał on także ładownię o głębokości luku 0,9 m. Wszystkie prace obróbcze wykonywał Ledke ręcznie. Jednostkę tę prócz żagla napędzał motor firmy Świderski o 25 KM mocy. Kuter gotowy był w 1923 i jeszcze tego roku nadano mu oznakę Gdy-49, zastępując tym samym stary. Prywatnie natomiast nazywany był „Klara”. I tu ciekawostka. Dlaczego „Klara”? Czy to na cześć żony Pawła i siostry Jana, czy może właśnie ku pamięci małej Klary, o której tak niewiele wiadomo? Niestety, na tę chwilę pozostaje to tajemnicą.

gdy 9 Ryc. 5 Kuter "GDY 9"

5 marca 1925 roku przychodzi na świat Karol, jest najprawdopodobniej ostatnim dzieckiem Jana, które urodziło się na Oksywskich Piaskach. Jest to, jak zapewne pamiętacie, trzeci z kolei chłopak, trzeci urodzony w marcu. Urodzeni odpowiednio 15, 10 i 5. Wyszło im. Rodzicami chrzestnymi małego Karola zostają Jan Karznia i Klara Ficht.

Losy polskich kutrów w okresie międzywojennym były co do zasady bardzo podobne. Łowiono na określonych akwenach, każdy rejs przynosił niemal identyczne zmagania z morzem, naprawą kutra, czy też zniszczonego w czasie połowów sprzętu. Zdarzały się także i kolizje, szczególnie częste w porcie w Gdyni, a także w okolicach Helu. Przeglądy z kolejnych lat wskazują jednak na systematyczne remonty i utrzymywanie dobrego stanu „Klary”.

W międzyczasie 24 czerwca 1927 roku rodzi się Helena, natomiast 13 czerwca 1930 – jak już wcześniej wspomniałem – Joanna. Ta druga żyje niecałe 3 miesiące, a jej szczątki spoczywają na cmentarzu witomińskim.

Zima nigdy nie rozpieszczała rybaków, Jan doskonale o tym wiedział, przeżył na kutrze już niejedną i dobrze zdawał sobie sprawę, jak oblodzony może być kuter po powrocie z połowów. Na widok, jaki zastał pewnego listopadowego poranka 1927 roku, nie był jednak przygotowany. Przez całą noc sztormowe fale przelewały się przez pomost portu rybackiego, tak że obecnie stojące tam kutry przedstawiały sobą ogromne bryły lodu. Niemożliwością było podejść do nich, czy od strony mola, czy też od strony wody. Jednak niektórzy próbowali. Na jednym z kutrów lodu było tak dużo, że gdy tylko rybak wszedł na pokład, kuter przewrócił się i zatonął. Kilka innych kutrów zostało zerwanych z cum i kotwic i wyrzuconych na brzeg, a wiele doznało poważnych uszkodzeń. Całkiem prawdopodobne, że do tych ostatnich należał także kuter Jana. „Klara” przechodzi bowiem gruntowny remont w kwietniu 1928 roku. A był to dopiero przedsmak tego, co miało się wydarzyć tej zimy.

Bardzo często zdarzało się, że pływająca kra wypchnięta z Zatoki Puckiej przez północno-zachodnie wiatry i ponowne zamarznięcie całej zatoki uniemożliwiały połowy. W początkach marca, Jan jak i załogi licznych innych kutrów, wychodzą dalej na Bałtyk w poszukiwaniu łososia. Dość szybko zostają jednak uwięzieni w okowach lodu i dopiero akcja zorganizowana przez holowniki „Tur” i „Krakus” ratuje je z opresji.

W końcu nadchodzi 21 października 1931 roku. O godzinie 9:30, w domu przy ulicy Nadbrzeżnej, na świat przychodzi mój dziadek, Zygmunt. Do tej pory nie mam pojęcia, dlaczego zapisana jest ulica Nadbrzeżna, a nie Żeromskiego.

Zygmunt konkel - akt urodzenia Ryc. 6 Świadectwo urodzenia Zygmunta

W roku 1932 Jan postanawia ulepszyć kuter i w tym celu oddaje go do Gdańska, gdzie między innymi wymieniony zostaje motor. Teraz jednostka wyposażona jest w silnik marki TUKSHAM o mocy 33 KM, co pozwala już na efektywne rejsy w okolice Bornholmu po tamtejszego dorsza i płastugi. Rejs taki trwał około tygodnia, dlatego czasem obierano kurs na Piławę, Głębię Gdańską, czy łowiska położone w odległości ponad 20 mil od Helu.

Z początkiem 1933 dochodzi do jednej z większych kolizji z udziałem kutrów rybackich. Wczesnym rankiem 16 lutego do portu w Gdyni wchodzi holowany przez „Bizona” norweski statek „Bokn”. Czy to poprzez nieuwagę pilota, czy norweskiego sternika, dochodzi do poważnego uszkodzenia statku dozorczego „Gazda” oraz dwóch kutrów. Jakby tego było mało, Norweg manewrował tak nieudolnie, że w ciągu następnych kilkunastu minut urwał łańcuch kotwiczne kilku innym kutrom. Tego dnia kuter Jana był bezpieczny, wracali właśnie spóźnieni z łowiska, gdy cała sytuacja miała miejsce. Mniej szczęścia miał za to brat Heleny – Jan Schulz, którego „Gdy-25” został tak poważnie uszkodzony, że musiał udać się na remont do stoczni.

15 września tego roku na świat przychodzi ostatnie dziecko Jana i Heleny – Alojzy.

Wraz z rokiem 1934 następuje zmiana oznaki kutra, od teraz jest to „GDY 9”. Natomiast 19 kwietnia tegoż roku Jan składa pismo do Urzędu Morskiego w Gdyni z prośbą o dopuszczenie do złożenia egzaminu na Szypra II klasy. Związane jest to z działalnością, którą zarówno Jan, jak i inni rybacy podjęli jakiś czas temu i okazała się ona nader intratna. Chodzi tu mianowicie o możliwość przewożenia kutrem turystów, zarówno po wodach portu, jak i całej Zatoki. Lato, gdy połowy zamierają, jest idealną porą na uzyskanie dodatkowych przychodów z tego właśnie tytułu. Niektórzy idą nawet dalej za ciosem i tak ja bracia Wilke, przestawiają się z czasem całkowicie z działalności rybackiej na turystyczną.

rejs wycieczkowy jan pawel z patelniaRyc. 7 Jan (pierwszy z lewej) i Paweł (drugi od prawej) z turystami

Uzyskanie powyższego dyplomu z jakiegoś powodu okazuje się nie być wcale takie łatwe i jak wkrótce będziemy mogli się przekonać, sprawa ta będzie się ciągnąć przynajmniej do końca roku 1938.

Kolejne dwa lata są bardzo dobre pod względem połowów, szczególnie rok 1936 przynosi obfitość szprota. W tym też czasie wedle protokołów „Klara” szczególnie często widywana jest na linii Obłuże – Jastarnia, gdzie dokonywano wcześniej wspomnianych połowów. Niestety, jak to zwykle bywa, po tym apogeum następują lata chude. Już w styczniu 1937 kutry przywożą znacznie mniej szprota niż poprzednio. Dodatkowo w lutym zamarza Zatoka Pucka i porty w Gdyni, Jastarni i Pucku. Kutry, które mają na tyle mocy, penetrują łowiska Bornholmu i inne rejony południowego Bałtyku. 1938 nie jest rokiem wiele lepszym, a pod względem połowów szprota, wręcz katastrofalnym. Mimo to Jan utrzymuje obsługę kutra, który częściej teraz pojawia się w okolicach Bornholmu, a do tego wymienia jeszcze swoją starą łódź żaglową na nowszą, odkupując ją od Pawła Grunwalda I za 50 zł.

5 października 1938 roku Jan otrzymuje zaświadczenie z Morskiego Urzędu Rybackiego do Urzędu Morskiego w celu wydania zezwolenia na prowadzenie kutra. 7 października Jan ponownie zgłasza się do Morskiego Urzędu Rybackiego o identyczne zaświadczenie, tym razem dla Komisji Kwalifikacyjnej do orzekania w sprawach dyplomów dla oficerów Marynarki Handlowej. Otrzymuje je 18 listopada, a w piśmie czytamy między innymi, że:

„(…)Pan Jan Konkol uczęszczał w czasie od listopada 1937 do marca 1938 na wykłady zorganizowane przez MIR z dziedziny nawigacji. Posiada więc zarówno teoretyczne jak i praktyczne podstawy do samodzielnego prowadzenia kutrów rybackich.(…)”

Jak cała sprawa się zakończyła nie mam niestety pojęcia. Jakby jednak nie było, wielkimi krokami zbliżała się II Wojna Światowa, kolejna trauma, która tym razem z całym impetem odciśnie swoje piętno na Janie.

Losy rybaków z tego okresu są skomplikowane i niełatwe do opisania, zwłaszcza w świetle tak znikomej wiedzy jaką posiadam. Ograniczę się zatem do faktów dobrze mi znanych.

Pierwsze dni wojny są zupełną niewiadomą, pewne jest jednakże, że jako ludność kaszubska Jan ze swoją rodziną, tak samo, jak i większość innych rybaków pozostaje na terenie Gdyni (a raczej obecnego Gotenhafen) i już w październiku jego kuter zostaje zarejestrowany jako „GOT 9”, a zezwolenie na połów obowiązuje do 1942 roku.

Z karty meldunkowej z tego okresu wynika, że adres zamieszkania został potwierdzony 10 grudnia 1939 r. W karcie tej widnieją jeszcze podstawowe informacje na temat Jana i Heleny (data i miejsce urodzenia) oraz spis dzieci. To co bardzo dziwi, to fakt, że brakuje w nim dwójki najmłodszych (Zygmunta i Alojzego). Dlaczego? W spisie brakuje też Joanny, co nie powinno dziwić, gdyż umarła w 1930, natomiast brak Klary może sugerować, że i ona niestety nie żyła już w tym okresie.

Konkel Jan i Helena w czasie okupacji str1 Ryc. 8 Karta meldunkowa

Niemcy pozostawili na okupowanym wybrzeżu polskim rybaków pochodzenia kaszubskiego i bardzo nielicznych rybaków pochodzących z innych rejonów Polski. Ponieważ okupanci potrzebowali ryb, zezwolili na dokonywanie połowów na Bałtyku. Rybacy zobowiązani byli jednakże do wychodzenia na łowiska wyłącznie w ciągu dnia, nocą wszystkie kutry miały zakaz opuszczania portów i przystani.

W okresie od maja do kwietnia 1940 Niemcy wcielają pierwsze kutry do służby w Kriegsmarine. Kuter Jana nie zostaje wciągnięty na tę ewidencję. Jeszcze więcej kutrów werbują Niemcy w sierpniu, w związku z operacją „Seelöwe” (Lew Morski), związaną z desantem na Wielką Brytanię. Jan prawdopodobnie znów nie zostaje objęty mobilizacją.

Zupełnie inaczej ma się jednak sprawa jego synów. Do połowy sierpnia 1942 powołana zostaje trójka najstarszych – Ksawery, Jan oraz Karol. Jedynie co do Jana mam pewność, że powołany został 15 sierpnia 1942 r. Po wojnie mieli się już nigdy nie spotkać z rodziną. Karol ginie 21 września 1942 – tradycja rodzinna mówi, że podczas prac portowych na pogłębiarce, natomiast bardziej prawdopodobnym wydaje się być fakt, że wypadek ten zdarzył się podczas trałowania min, które odbywało się właśnie od 21 września. Jan poległ 18 lipca 1944 na Adriatyku u wybrzeży Włoch. Ksawery natomiast po wojnie zostaje w Niemczech.

Wracając jednak do naszej historii, to jak się wydaje, zarówno rok 40 jak i 41 były dość bogate pod względem połowów. Inna sprawa, że cały połów trzeba było oddać Niemcom, a kary za niewywiązanie się z powyższego obowiązku dochodziły do kilkuset marek za kilogram ryb . Mimo to ryby dostępne były także w ogólnym obrocie i to jak się zdaje, z biegiem czasu, było ich coraz więcej.

Pod koniec roku 1941 pogarsza się w sposób znaczący dostęp do paliwa, a także sieci, czy innych części związanych z eksploatacją kutra. Do tego, jak już wspomniałem wcześniej, od sierpnia 1942 Jan pozbawiony jest 3 członków załogi. Coraz częściej trudno mu uzupełnić te braki, tym bardziej, że powołań jest mnóstwo i w zasadzie nieliczne jednostki wypływają w morze w pełnej obsadzie.

Kolejne dwa lata wojny, czyli 1943 i 1944 pozostają także zagadką i dopiero w 1945, a dokładnie w styczniu, dowiadujemy się, że kuter zostaje wcielony do służby w Kriegsmarine i nosi oznaczenie „D62G” i jest jednostką służącą przy obsłudze balonów. Informację o tym odnajdujemy w jednym ze spisów:

German Auxiliary Patrol Ships

Deutschland, Gotenhafen, Ballonträger:

D 62 G (..; 43 ex m/tr „GOT 9”)

Kto kieruje kutrem nie jest mi wiadome, wydaje się jednak, że choroba Jana i strata synów już jakiś czas temu wzięły nad nim górę. Sam kuter zaś pod koniec marca 45 odchodzi z uciekinierami do Lubeki, gdzie po wojnie jest użytkowany jako kuter rybacki „LUF 149”.

16 kwietnia 1946 kuter odchodzi do Polski. Z opowieści rodzinnych wynika, że to Jan udał się tam po niego. W źródłach natrafiamy jednak na fakt, że do kraju doprowadził go 20 kwietnia Paweł Ficht. Czy Jan był z nim? Wydaje mi się, że w tym momencie pozostawał już w domu, z którego, wedle relacji znajomych, rzadko już wychodził. Stał się przygnębiony i mrukliwy.

Już w maju tego samego roku, kuter zostaje zarejestrowany jako „GDY 78”. Użytkownicy to Jan Konkel i Paweł Ficht. Szkopuł jednak w tym, że Jan był już tylko udziałowcem kutra. Z drugiej jednak strony mój dziadek – Zygmunt – był już wtedy piętnastolatkiem, jest zatem bardzo prawdopodobne, że to on brał udział w połowach.

Jan umiera 23 października 1952 roku, a dwa dni później doświadczalna stacja telewizyjna Instytutu Łączności nadała w Warszawie pierwszy 30-minutowy program telewizyjny.

One Response to Pradziadek w Kaiserliche Marine

  1. Adam

    Fantastyczna opowieść. Młodzi ludzie w całej Polsce powinni w szkołach uczyć się takich historii. Być może więcej mielibyśmy w społeczeństwie wiedzy i zrozumienia dla trudnych zawikłanych losów Kaszubów czy Ślązaków. Bardzo dziękuję za ten wpis.
    Pozdrawiam z Warszawy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *