browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Mroczek czy Mroczków dwóch…

Posted by on 4 lipca 2022
Agnieszka Bychawska z domu Witosław. Ostatnia przodkini z grupy H8c, której zdjęcie posiadam. Jej praprababką była opisywana tu Zuzanna

Z przodkami od strony mojej mamy nigdy nie jest łatwo. By daleko nie szukać przypomnę Wam dziwne przypadki Szymona Witosława. Kto nie czytał, zachęcam do zapoznania się z tym tekstem. Dziś jednak miało być inaczej. Jakiś czas temu napisałem rozdział dziejów mojej rodziny pod tytułem „Jeźdźcy z Ałtaju”. Traktuje on o dalekim dziedzictwie, które trafiło do mnie za sprawą mojej mamy. Konkretnie zaś o mitochondrialnym DNA, które zawsze dziedziczy się po mamie właśnie. Śledząc skąd ten fragment dziedzictwa znalazł się w mojej rodzinie, dotarłem do Zuzanny Florek\Mroczek, która była najwcześniejszą znaną mi kobietą należącą do mitochondrialnej grupy H8c, którą odziedziczyłem i ja. O mojej 5xprababce nie wiedziałem zbyt wiele.

Jak widzicie już z samym nazwiskiem panieńskim był kłopot. Z zapisów w księgach udało mi się wywnioskować, że jej mężem był Andrzej Szlendak, a ona sama przy aktach chrztu kolejnych dzieci opisywana była jako Zuzanna z Karczmarzów, Krawcowa, czy Florek. Wszystko zmienił akt zgonu Zuzanny. Oczywiście zgłoszono jej zgon jako Zuzanny Szlendak, ale napisano, że jej panieńskie nazwisko to Mroczek. Napisano jeszcze, że w chwili śmierci, czyli 11 maja 1828 roku miała lat 40 i zostawiła po sobie owdowiałego męża Andrzeja.  Kto czytał wcześniejsze opowieści wie, że jeśli powiem, że akcja i tej historii rozgrywa się w Kośminie, to wiek zapisany w akcie zgonu najprawdopodobniej jest nieadekwatny do tego, jaki powinien być naprawdę.

Już pisząc rozdział o jeźdźcach z Ałtaju starałem się odnaleźć dalszy ciąg linii mojego mtDNA, czyli de facto mamę i ewentualnie babcię Zuzanny. Możecie tam doczytać, że wspominam Juliannę, jako prawdopodobną matkę. Wszystko to za sprawą portalu MyHeritage, gdzie porównując drzewa genealogiczne innych osób, dotarłem do pary Marcin Wojciech Mroczek i Julianna. Podano tam też skrajne daty dla tej pary. Marcin miał urodzić się w okolicach roku 1768 i umrzeć w 1838, Julianna zaś miała żyć w latach 1764-1794. Jakoby na deser, podani zostali także rodzice Marcina – Benedykt i Marianna.

Nie jestem zwolennikiem bezmyślnego przepisywania informacji bez uprzedniego ich sprawdzenia, zatem w poprzednim tekście zakomunikowałem tylko, że jest taka możliwość i podałem nową przybliżoną datę urodzenia (1794), a resztę spisałem, wiedząc, że nim trafi do moich opracowań, musi przejść weryfikację.

Ten dzień nadszedł dziś. Usiadłem i zacząłem mozolnie przekopywać się przez akty i indeksy. Już na pierwszy rzut oka widać było ciekawą zbieżność Julianna umrzeć mała w 1794, czyli w roku narodzin Zuzanny. Czy dziecko przyczyniło się do śmierci matki? Możliwość taka oczywiście istnieje, ale trzeba ją poprzeć dowodami.

Na stronie ksiegimetrykalne.pl znajdziemy metryki z województwa lubelskiego, w tym księgę zgonów od roku 1776 z parafii w Gołębiu. Ta właśnie mnie interesuje. Odnajduję rok 1794 i zaczynam przeglądać wpisy. Już na samym początku, bo we wpisie z 21 lutego odnajduję Andrzeja, syna Marcina Mroczka, który umiera przeżywszy trzy tygodnie. Trochę to dziwne, ale w panikę nie wpadam, bo po pierwsze, Zuzanna mogła mieć przecież bliźniaka, a po drugie, data jej urodzenia nie była dokładna, mógł się zatem wkraść błąd.

Szukam dalej. Przeszukałem cały 1794 i kolejne do 1800, potem w księdze następuje przerwa do 1811. Szukałem dalej i do zakończenia księgi zgonu Julianny nie znalazłem. Zacząłem więc od początku, od 1776. Za cel postanowiłem obrać odnalezienie jakichkolwiek Mroczków, by potem spróbować ich dołączyć do mojej rodziny. Opłacało się, znalazłem jedną osobę. W 1793 roku. Była to poszukiwana wcześniej Julianna. Wpis pochodzi z 30 marca i wymienia Juliannę jako zmarłą żonę Marcina Mroczka oraz podaje, że w chwili śmierci miała około 30 lat.

Świetnie, odnalazłem ją, ale pojawiają się od razu dwa problemy… Pamiętacie jeszcze akt zgonu z 21 lutego 1794? Opisany tam Andrzej zmarł w wieku 3 tygodni, żadną miarą nie mógł być zatem synem zmarłej niemal rok wcześniej Julianny. To samo tyczy się i mojej Zuzanny. Jeśli przyjąć, że poprawną będzie data 1794 jako rok jej narodzin, to i w tym przypadku, muszę szukać innej matki.

Na początek przejrzałem szczegółowo akty narodzin dzieci Andrzeja i Zuzanny. Tam na szczęście za każdym razem wychodziło to, co przy akcie zgonu, czyli rok około 1788. Zatem data, którą miałem okazję zauważyć na portalu nie była słuszna, a Julianna dalej ma szansę być matką Zuzanny. Gorzej wygląda sprawa małego Andrzeja. Tu rachunki nic nie zmienią, muszę szukać innej matki.

Zaczynam od przeszukania strony regestry.lubgens.eu. Szukam oczywiście pary, w której mężem będzie Marcin Mroczek. Rekordy urodzeń zaczynają się od 1797, więc mam pewną lukę, a dodatkowo nie ma śladu po Marcinie. Jest co prawda jedna para małżonków o nazwisku Mroczek, ale jest to Wojciech i Zofia, a dzieci rodzą im się w 1799, 1802, 1804 i 1806 roku.

Cóż przydałaby się jakaś pomoc… Aktu małżeństwa tej pary nie znajdę, bo księga zaczyna się od roku 1810. Może zatem coś wyjaśnią księgi gonów. Wpisuję w wyszukiwarkę nazwisko Mroczek i już po chwili otrzymuję wyniki indeksów. Prawie na samej górze widnieje rekord opisany jako 53/1830 Zofia Mroczek z Kośmina. To może być żona Wojciecha, zatem sprawdzam treść aktu i… Ku mojemu zdziwieniu, okazuje się, że Zofia, umierając, zostawiła po sobie owdowiałego Marcina Mroczka, nie Wojciecha. Czy pary były dwie? Może Marcin z Zofią mieli dzieci jeszcze przed 1797, w tym nieszczęsnego Andrzeja, a potem dzieci już nie mieli. Może Marcin zmarł, a Zofia wyszła za mąż za Wojciecha…

Pytań miało być mniej, a mnożą się jak grzyby po deszczu. Nie ustaję jednak w poszukiwaniach. Kilka linijek niżej widzę akty zgonu Wojciecha Mroczka. Jeden z roku 1837, drugi z 1838. Sprawdzam. Pierwszy akt dotyczy dziecka, zatem odpuszczam bez głębszej analizy i przechodzę do aktu 38 z roku 1838. Napisano w nim, że dnia 23 kwietnia tego roku umiera siedemdziesięcioletni Wojciech Mroczek, rodziców już niewiadomych, pozostawiając po sobie owdowiałą żonę Jadwigę z Jońskich. Ehhhh… Czyli to też nie on. Ale zaraz. Między 1830, a 1838 sporo czasu, może wybrał sobie kolejną żonę? Może jeszcze uda mi się odnaleźć moich przodków.

Patrzę zatem dalej w indeksy. Tym razem interesują mnie śluby. Wojciecha brak, ale… jest Marcin, tyle, że bierze ślub z Jadwigą Szlendak. Zaraz, zaraz. W uwagach dopisek – z Jońskich. Hmmm. Czyżby jednak trochę szczęścia? Otwieram akt i czytam. Już na pierwszy rzut oka wygląda obiecująco. Zarówno Marcin jak i Jadwiga są wdowcami. „Młody” ma ponoć lat siedemdziesiąt trzy, „Młoda” pięćdziesiąt siedem. Tu też spisano, że rodzicami Marcina Wojciecha, bo tak już teraz będę go opisywał, są Benedykt i Marianna.

Udało mi się zatem potwierdzić, że Marcin i Wojciech to jedna i ta sama osoba. Odnalazłem jego trzy żony i całą gromadkę dzieci. Niestety do pełni szczęścia brakuje jeszcze jednego. Wisienki na torcie. Potrzebuję 100% dowodu na to, że Julianna była matką Zuzanny, a tego na tę chwilę nie mam. I choć z dużą dozą prawdopodobieństwa, stwierdzić mogę, że tak właśnie jest, to akt małżeństwa, w którym wymienieni zostaliby jej rodzice, byłby dla mnie przyjemnym prezentem, a jeszcze lepiej, gdyby jakimś cudem, udało się odnaleźć jej akt urodzenia…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.