browser icon
You are using an insecure version of your web browser. Please update your browser!
Using an outdated browser makes your computer unsafe. For a safer, faster, more enjoyable user experience, please update your browser today or try a newer browser.

Holownik i człowiek

Posted by on 2 listopada 2015

Narodzili się tego samego 1921 roku.

Kiedy na przełomie XIX i XX wieku zaczęto intensywnie eksploatować złoża i potrzeba było fachowych rąk do pracy, rodzina Szczerbowskich postanowiła emigrować do Niemiec. Skąd konkretnie Józef wraz z rodziną pojawili się w Westfalii? Nie wiem. Ale przebywali tam przynajmniej od 1904 do 1921 roku. Henryk urodził się 4 października w Wiescherhofen w Niemczech i był synem górnika Józefa Szczerbowskiego oraz Leokadii Leukowskiej, a co za tym idzie bratem mojej prababki Marty. Równo dwadzieścia dni po 4 urodzinach Henryka, jego starsza siostra bierze ślub. Ceremonia ma miejsce w małym francuskim miasteczku Divion w regionie Nord Pas-de-Calais, które było następnym przystankiem emigrantów zaczynających swą podróż niemal 30 lat wcześniej z okolic Wielkopolski. W Polsce Henryk pierwszy raz melduje się 28 lipca 1936 roku wraz z całą swoją rodziną. W księdze adresowej Gdyni z 1937 Józef Szczerbowski widnieje jako właściciel posesji przy ul. Wielkopolskiej 66a – w tamtych czasach Orłowo.

1. Henryk Szczerbowski

1. Henryk Szczerbowski

Holownik o mitycznym imieniu „ATLAS” powstał w stoczni Maschine Fabriek & Scheepswerf van P. Smit N.V. w Rotterdamie. Był to bardzo dobry, zgrabny holownik portowy o 110 BRT pojemności ; 24,3 m długości ; 5,8 m szerokości, a zanurzenie jego wynosiło 2,8 m. Napędzała go trzycylindrowa maszyna parowa potrójnego rozprężania o mocy 400 KM. Wszystko to pozwalało mu wychodzić w morze przy stanie 5 stopni w skali Beauforta. Dokładnie rok przed pojawieniem się Henryka w Polsce, bo w lipcu 1935, „ATLAS” zostaje zakupiony z Holandii dla Żeglugi Polskiej w Gdyni.

atlas - 12. "ATLAS"

Wybuch wojny zastaje obydwóch w Gdyni. Henryk we wrześniu 1939 roku zostaje złapany przez Gestapo i przewieziony do obozu Stutthof. Niestety jedynym materiałem pozostałym po tym fakcie jest karta ze wskazaniem, że został on wpisany na ewidencję obozu pod nr 5889. Zapisano tam także, że w tym okresie swojego życia Henryk był hydraulikiem.

Henryk Szczerbowski - ewidencja obozu Stutthof3. Karta z obozu Stutthof

„ATLAS” jeszcze przed wybuchem II Wojny Światowej, bo 29 sierpnia 1939 r. zostaje podporządkowany Marynarce Wojennej. Nie wiem jakie konkretnie czynności przypadają w udziale holownikowi w tym okresie. Zapewne pomaga w pracach przy blokowaniu wejść do portu. Choć prawdopodobnie w tych zmaganiach biorą udział jedynie „URSUS” i „TYTAN”. Wiadome natomiast jest, że w nocy z 12/13 września „ATLAS” wraz z powyższymi dwoma zostaje zatopiony w wejściu północnym, jedynym dotąd wolnym przejściu do portu w Gdyni. W tym samym miejscu Polacy topią jeszcze holownik „TUR” oraz okręty wojenne „Żeglarz” i „Sokół”.

Jak długo Henryk pozostaje w obozie i jakie są jego wojenne losy, pozostaje tajemnicą. „ATLAS” zaś zostaje podniesiony z dna i jeszcze jesienią 1939 wraz innymi wydobytymi holownikami wcielony do Kriegsmarine Arsenal Gothenhafen jako „PUTZIG”. Niestety i jego dzieje pozostają tajemnicą. Faktem natomiast jest, że w sierpniu 1945 zostaje on odnaleziony w Kilonii i zostaje przejęty przez władze polskie 24 grudnia 1945 roku.

Czy wtedy spotkali się po raz pierwszy? Nie potrafię powiedzieć. Pewne jest natomiast, że zarówno „ATLAS” jak i Henryk pracują w 1946 roku dla Wydziału Holowniczo-Ratowniczego Żeglugi Polskiej. Pracują razem. Henryk jest nurkiem w załodze. Holownik ten jest jednym z najlepszych w Wydziale, ustępuje on co prawda „URSUSOWI” ale i tego trzeba czasem zmieniać. Postanowiono więc, że świeżo wyremontowany przez stocznię nr 12 „ATLAS” (po awarii wskutek zderzenia z holownikiem „WILK”), zostanie wysłany do Szczecina w celu zluzowania swego potężniejszego kuzyna.

Henryk Szczerbowski4. Artykuł z "Dziennika Bałtyckiego" z 23 września 1946r.

Zatem 19 września 1946 roku o godzinie 6:15 , po inspekcji i z uzupełnionym sprzętem ratunkowym, holownik wyszedł z Gdyni. Wszelkie znaki na niebie i ziemi, łącznie z prognozą meteorologiczną, nie przewidywały pogorszenia się pogody. „ATLAS” na swym pokładzie przewoził 13 osób. W założeniu miały to być dwie zmiany załogi. Kierownictwo statku, które do tej pory dzierżył szyper Władysław Wachułka zostało na ten rejs złożone w ręce bardziej doświadczonego szypra-instruktora Józefa Pyziaka, który prowadził już wcześniej tą samą trasą „URSUSA”. Z zapisów, do których mamy dostęp dzięki materiałom archiwalnym Izby Morskiej w Gdyni, dowiedzieć się możemy, że jeszcze o 10:30, gdy mijali Rozewie, pogoda była jeszcze dość dobra. Wiało co prawda czwórką w skali Beauforta, ale jak wiemy, „ATLAS” spokojnie sobie radził w takich sytuacjach. Podobny komunikat otrzymujemy w momencie, gdy mijali latarnię morską Stilo około 13:20.

Przełomowa okazała się godzina 16:00. Na wysokości latarni morskiej Czołpino, wiatr zaczął gwałtownie się wzmagać, zmieniając jednocześnie kierunek na zachodni. Fala zaczęła rosnąć w zastraszającym tempie, a prędkość statku wyraźnie zmalała. W pewnym momencie fale tak gwałtownie zalewały już dziób, że „ATLAS” musiał iść połową mocy.

Postanowiono, że schronią się w Postominie – dzisiejszej Ustce – do którego wszakże brakowało im 16 mil morskich. Jednak po godzinie 18:00 stało się to całkowicie niemożliwe. „ATLAS” nie był w stanie iść do przodu, źle słuchał steru, a fala wciąż ustawiała go bokiem do wiatru. Załga zmuszona została do uruchomienia pomp, ponieważ woda zaczęła przedostawać się do maszynowni.

Naturalnym wyjściem wydawało się dokonanie zwrotu w celu ukrycia się w porcie helskim. To poprawiło nieco sytuację ponieważ wiatr i fale napierały teraz na holownik od strony rufy. Gdzieś pomiędzy 20:00 a 21:00 ponownie ujrzano światło Stilo. Niestety, chwilę później ogromna fala uniosła rufę, skręciła i pochyliła statek w kierunku lądu. Dynamo przestaje działać. Od tej pory marynarze skazani są na ciemność. Niestety przestają działać także pompy. Woda nie schodzi już z pokładu, a po chwili przestaje działać ster. Serce holownika wciąż jednak jeszcze pracuje. Do brzegu pozostają dwie mile. „ATLAS” posiada dwie tratwy ratunkowe, po jednej na dziobie i rufie. Załoga zakłada pasy ratunkowe i dzieli się na dwie części. Henryk wraz z pięcioma innymi marynarzami znajduje się przy rufowej. Statek przechyla się coraz bardziej. Prawe nadburcie znajduje się już pod wodą. Chwilę później także komin zaczyna niebezpiecznie zbliżać się do linii wody. W tym momencie tratwa rufowa spływa na wodę. Wraz z Henrykiem jest na niej jeszcze Wacław Strassenberg – palacz, Alfons Rejmus – maszynista, Franciszek Lubiński – starszy marynarz oraz Stefan Moczyński i Wacław Kalinowski – młodsi marynarze. Po chwili „ATLAS” nieoczekiwanie wyprostował się, przechylił na drugą burtę i zatonął. To w tym momencie po raz ostatni widziany był kapitan Józef Pyziak. Stał na wystającym jeszcze pokładzie i coś krzyczał. Z perspektywy czasu przypuszczać można, że czołowa tratwa nie oddzieliła się od holownika z jakiegoś powodu.

Tym czasem ludzie zgromadzeni na drugiej tratwie walczyli o życie zmagając się z niesłabnącym wiatrem oraz potężnymi falami. Około północy, jak zeznał później Feliks Woźny – drugi oficer, jego łódź, której uchwycił się tuż przed zatonięciem holownika, zderzyła się z tratwą. Czym prędzej więc przeszedł na nią. Nie trwało długo, gdy fale przewróciły tratwę i cała siódemka znalazła się w wodzie. Wzajemnie sobie pomagając, powoli ponownie zaczęli zajmować miejsca na tratwie. Niestety już tylko w szóstkę. Alfons Rajmus odrzucony został tak daleko, że nie sposób było mu przyjść z pomocą. Do rana tratwa wywracała się jeszcze kilkanaście razy. Za każdym z nadludzkim wysiłkiem rozbitkowie na nią powracali. Około 6:00 rano fala przyboju przewróciła tratwę po raz ostatni. Do brzegu było nie więcej niż 200 m. Tym razem morze zabrało ze sobą Franciszka Lubińskiego oraz Stefana Moczyńskiego. Przy tratwie pozostało już tylko czterech: Woźny, Strassenberg, Kalinowski i nurek – Henryk Szczerbowski…

Ten ostatni przeżył „ATLASA” o kilka godzin. Na brzegu w okolicach Karwii Wojska Ochrony Pogranicza odnalazły tylko Feliksa Woźnego i Wacława Strassenberga. To jedyne osoby, które przeżyły tę katastrofę. Niebawem wyłowiono jeszcze ciała czterech osób, wśród nich Henryka, nikt z nich nie dawał już jednak znaku życia.

Henryk Szczerbowski - nekrolog5. Nekrolog

Jakiś czas później morze wyrzuciło pod Rozewiem ciało Józefa Pyziaka, a zwłoki dwóch innych ofiar odnaleziono aż pod Stutthofem. W orzeczeniu Izby Morskiej w Gdyni, która 31 stycznia 1949 roku badała sprawę „ATLASA” czytamy: „…przyczyną zatonięcia oraz śmierci 11 członków załogi w nocy z 19-20 września 1946 roku, w rejonie latarni morskiej Stilo, była siła wyższa, sztorm o sile 9-100B.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *